Kiedy w domu pojawia się szczeniak, wiadomo, że będzie wesoło, ale też... momentami trudno. Szczególnie jeśli mowa o ząbkującym maluchu, który z uporem maniaka testuje wytrzymałość krzeseł, dywanów i wszystkich butów w zasięgu pyska. Właśnie wtedy zaczęłam szukać czegoś, co odciągnie jego uwagę od domowego wyposażenia. I tak trafiłam na różowo-zieloną matę węchową w Sinsay za niecałe 30 zł. To był strzał w dziesiątkę - teraz, zamiast szaleć, mój psiak spędza godziny na zabawie i... w końcu porządnie się wysypia.

Różowo-zielone serce z Sinsay, które podbiło serce mojego psa

Mata węchowa z Sinsay od razu przyciąga wzrok - głównie przez swój uroczy, sercowaty kształt i pastelowe kolory. Ma kompaktowe wymiary (8 x 25 x 33 cm), dzięki czemu można ją łatwo przechować i wyciągać wtedy, gdy jest potrzebna. Ale to, co najważniejsze - cena. Za 29,99 zł trudno znaleźć zabawkę dla psa, która daje aż tyle frajdy i realnych korzyści. W środku znajdują się miękkie paski materiału, między które można schować przysmaki - właśnie tam zaczyna się prawdziwa zabawa.

Zobacz także:

fot. sinsay.com

Co robi mata węchowa z psem? Cuda

Zanim kupiłam matę, myślałam, że podgryzanie to po prostu „taki etap”. Ale okazało się, że mój szczeniak był zwyczajnie znudzony i przeładowany energią. Mata węchowa działa jak naturalny wyciszacz - daje psu coś, na czym może się skupić, angażuje jego zmysły i męczy go bardziej niż długi spacer. Węszenie i szukanie przysmaków między paskami materiału to dla niego nie tylko zabawa, ale i praca - a zmęczony pies to spokojny pies.

Od kiedy zaczęliśmy codziennie korzystać z maty, skończyło się gryzienie mebli i szaleńcze bieganie po mieszkaniu. Zamiast tego mój maluch kończy dzień zwinięty w kłębek i śpi jak aniołek. Jeśli twój psiak też ma niespożyte pokłady energii, nie umie się wyciszyć albo ciągle coś gryzie - serio, warto spróbować. Za niecałe trzy dychy dostajesz zabawkę, która naprawdę robi różnicę.

Jak nauczyć psa korzystania z maty węchowej?

Na początku miałam wątpliwości, czy mój szczeniak w ogóle załapie, o co chodzi. Ale wystarczyło kilka razy mu pokazać, gdzie leży smakołyk, a dalej już sam zaczął eksplorować matę. Klucz to zacząć od łatwego poziomu - nie chować przysmaków zbyt głęboko, żeby pies mógł szybko je znaleźć i czuł satysfakcję. Kiedy już zrozumie zasadę, można stopniowo podnosić poprzeczkę - chować kąski trudniej, używać mniejszych przysmaków, a nawet zamieniać je na karmę.

Ważne, żeby na początku nie zostawiać psa samego z matą - lepiej być obok, dopingować, wspierać i ewentualnie pomóc. Z czasem zabawa stanie się dla niego naturalna, a mata stanie się stałym elementem dnia. W moim przypadku to był totalny game-changer - 15 minut z matą i mam w domu śpiącego aniołka zamiast zębatego potworka.