Japonia od lat kusi Polaków swoją egzotyką, kulturą i kulinariami. To turystyczny raj, do którego wielu marzy, by polecieć chociaż raz w życiu. Teraz jednak podróż do Kraju Kwitnącej Wiśni będzie wiązać się z dodatkowymi kosztami. Wkrótce wejdzie tam w życie nowy podatek turystyczny. Choć opłata nie będzie wysoka, to symbolicznie otwiera nowy rozdział w podejściu do masowej turystyki.
Turystyczny raj wprowadza nowy podatek. Co to oznacza dla podróżujących?
Nie ma wątpliwości, że Japonia to jeden z najatrakcyjniejszych kierunków turystycznych świata. Niezwykłe połączenie nowoczesności z tradycją, kwitnące wiśnie, świątynie, góra Fuji, sushi i miso – wszystko to przyciąga do kraju miliony turystów rocznie. Również Polacy coraz chętniej wybierają ten kierunek, zwłaszcza że liczba bezpośrednich połączeń lotniczych stale rośnie, a Japonia od lat cieszy się wizerunkiem bezpiecznego i gościnnego miejsca.
Zobacz także:
Jednak popularność tego azjatyckiego turystycznego raju zaczyna mieć swoje konsekwencje. Masowa turystyka powoduje przeciążenie infrastruktury, wzrost cen nieruchomości i usług, a także rosnące niezadowolenie wśród mieszkańców niektórych regionów. W odpowiedzi na te problemy władze Japonii zdecydowały się wprowadzić nowy podatek turystyczny, który ma częściowo zrównoważyć negatywne skutki dużego napływu odwiedzających.
Nowy podatek wejdzie w życie jesienią 2025 roku. Jak podaje portal Travel and World Tour, początkowo obejmie on tylko wybrane regiony – w tym prefektury Hiroszimy oraz Miyagi. Opłata będzie pobierana od osób korzystających z zakwaterowania i wyniesie od 100 do 500 jenów za noc, czyli od około 2,50 do 13 złotych.
Co ważne, środki pozyskane z tego podatku mają być przeznaczone na konkretne działania: poprawę infrastruktury turystycznej, ochronę środowiska oraz ograniczenie negatywnego wpływu masowego ruchu turystycznego na lokalne społeczności. To krok, który może pomóc Japonii zachować równowagę pomiędzy byciem otwartym na gości a ochroną swojego dziedzictwa i jakości życia mieszkańców.
Nowy podatek w Japonii to nie wyjątek. Turystyczne raje szukają rozwiązań
Japonia nie jest jedynym miejscem na świecie, które w ostatnich latach zaczęło szukać sposobów na poradzenie sobie z rosnącą liczbą turystów. Nowy podatek czy ograniczenia wstępu wprowadzane są coraz częściej także w Europie, zwłaszcza w miejscach określanych mianem turystycznych rajów.
Dobrym przykładem są tu Hiszpania i jej wyspy – Majorka oraz Ibiza – gdzie mieszkańcy coraz głośniej protestują przeciwko negatywnym skutkom nadmiernego ruchu turystycznego. Lokalne władze reagują wprowadzaniem nowych opłat, limitem krótkoterminowych wynajmów oraz ograniczeniem dostępu do niektórych atrakcji. Podobne działania podejmują Włochy, które od lat zmagają się z przeciążonymi Wenecją czy Rzymem, a także Grecja, gdzie na popularnych wyspach rosną ceny i maleje dostępność usług dla lokalnej ludności.
To globalny trend, który wskazuje na konieczność zmiany podejścia do turystyki. Coraz więcej krajów decyduje się na wprowadzenie barier finansowych, które choć symboliczne, mają na celu nie tylko poprawę sytuacji lokalnych społeczności, ale także edukację podróżnych – przypomnienie, że odwiedzanie turystycznego raju wiąże się z odpowiedzialnością.
Co to oznacza dla polskich turystów?
Choć wprowadzenie nowego podatku w Japonii nie oznacza rewolucji w budżetach podróżnych, to jednak stanowi sygnał, że planując wakacje trzeba będzie liczyć się z dodatkowymi kosztami. I choć opłata rzędu kilku złotych za noc może wydawać się symboliczna, w przypadku dłuższego pobytu i większej liczby osób może się zsumować do bardziej odczuwalnej kwoty.
Dla wielu Polaków Japonia wciąż pozostanie wymarzonym kierunkiem podróży. Jednak warto uważnie śledzić zmiany w przepisach, zwłaszcza że lista regionów objętych podatkiem może się z czasem wydłużyć. Co więcej, podobne opłaty mogą pojawić się w innych azjatyckich krajach, które dotychczas uchodziły za przyjazne i tanie destynacje turystyczne.